Czy uratujesz swoje dziecko? kazanie kerygmatyczne

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

W czasie przygotowania dzieci do przyjęcia Pierwszej Komunii, każdą okazję powinniśmy wykorzystać do głoszenia rodzicom kerygmatu. Jeśli zwołamy ich na spotkanie organizacyjne lub próbę, i w czasie tych roboczych spotkań NIE głosiliśmy im kerygmatu to… straciliśmy jedną z szans na budzenie wiary.

Kazanie kerygmatyczne nie musi trwać pół godziny. To mogą być trzy minuty.

Czy uratujesz swoje dziecko?
kazanie kerygmatyczne

Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?
On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał,
jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować? (Rz 8,31-32)

Słyszałem przed laty historię jak w pewnej mazowieckiej wiosce, na oczach matki dziecko wpadło do studni. Zanim ktoś mógł coś pomyśleć, zanim (przypuszczam) cokolwiek matka pomyślała, już wskoczyła za dzieckiem do tej studni. Uratowała je, choć przecież nie było to takie pewne, mogli przecież oboje zginąć.

Mówię o tym, by pokazać jak mocne są więzi rodzinne. Nie głoszę w tej chwili, by szukać studni do których można skoczyć, ale pokazać chcę, jak wiele można uczynić ze względu na bliskość pokrewieństwa. Gdy spotykamy się z jakimiś heroicznymi przykładami ratowania życia to podziwiamy ojca czy matkę, ale nie ma w nas zdziwienia. Ojciec wskoczył do płonącego domu po córkę to nikt nie pomyśli: „Dziwne, mógł przecież zginąć!”

Na co dzień rzadko oddaje się życie, ale rodzice w inny sposób „zabijają się”, żeby tylko „dziecku było dobrze”. Może czasem przesadzają w tych pragnieniach, może zanadto rozpieszczają i swoją nadmierną troską deprawują, ale zawsze pozostaje to  dowodem jak wiele można oddać w imię pokrewieństwa, jak silne są więzi łączące matkę z dzieckiem, ojca z dzieckiem.

Drodzy rodzice, powiem wam teraz rzecz bardzo ważną. Czy chcecie tego, czy nie chcecie, czy podoba się wam to, czy wręcz przeciwnie, to wasze dziecko siedzi teraz na brzegu studni. Powiem więcej – chodzi jak linoskoczek po brzegu cembrowiny. Mówię w tym momencie o życiu waszego dziecko, które narażone jest na szereg niebezpieczeństw. I nie chodzi mi w tym momencie o fizyczne bezpieczeństwo, ale o zagrożenia pokoju i szczęścia waszego dziecka.

Wiecie doskonale jak łatwo zniszczyć swoje życie. Może sami możecie przypomnieć sobie swoje błędne decyzje, wybory, których teraz żałujecie, a które sprawiły, że mocno pokręciło się wasze życie, że cierpicie, że jest żal, że się coś straciło.

Łatwo jest zniszczyć życie i na pewno chcielibyście zaoszczędzić tego swemu dziecku.

Jednak nie da rady wychowywać dziecko pod kloszem. Musicie je wypuścić spod swojej czujnej opieki i puścić je do szkoły, w świat, w grupy rówieśników. Nie macie szans, by wychować dziecko bez mediów, bez telewizji, bez internetu.

Mogę was uroczyście zapewnić, że wasze dziecko na pewno spotka się z alkoholem, papierosami, narkotykami, pornografią. Może już to się dzieje – nie bądźcie naiwni. Pozna wasze dziecko całe zło i jego propozycje. I nie ma siły, by było inaczej.

Tego się nie uniknie. Pytanie jednak otwarte, co dziecko zrobi z tą propozycją? Jak odpowie na całą ofertę zła i deprawacji?

Chodzi sobie teraz na brzegu studni. Spadnie do środka, czy roztropnie odejdzie?

Studni nie zasypiesz, jest ich zresztą wiele. Możesz jednak pomóc dziecku, by je omijało.

I spójrzmy teraz, w tym kontekście, na wiarę. Czy wiara może pomóc waszemu dziecku?

Odpowiedź brzmi „to zależy”. Zależy od tego jak tę wiarę traktujemy. Jeśli wiara to tylko zdawkowe, okazjonalne i w sumie płytkie praktyki religijne, nie mające wpływu na życie, to taka wiara na nic się nie przyda.

Jeśli jednak, ktoś swoją wiarę traktuje poważnie i głęboko, jako więź z Bogiem, to taka wiara na pewno mu pomoże.

Pomyślcie czego się uczy wasze dziecko w kościele, na katechezie. Uczy się miłości i szacunku dla rodziców, uczy tego, by nie zabijać (także samego siebie), nie kłamać, by być wiernym i uczciwym. Uczy dobroci i wrażliwości na potrzebujących. Nade wszystko uczy się jak ważna jest więź z Bogiem, uczy się miłości Boga.

Widziałem kiedyś w górach jak szedł szlakiem kilkuletni chłopczyk a za nim ojciec. Chłopiec przez szlufki spodni miał przewleczoną linkę, której koniec trzymał w ręku ojciec. To nie było niszczenie ludzkiej wolności, tylko asekuracja. Dlatego nasza więź z Bogiem także nie jest żadną niewolą czy przykrym obowiązkiem, ale asekuracją. Stojąc na brzegu studni dobrze jest mieć linkę w portkach, której koniec ktoś trzyma.

Mam nadzieję, drodzy rodzice, że czujecie w sposób autentyczny, że wiara jest naprawdę czymś ważnym dla waszego dziecka. To nie jest folklor ani zbędny bagaż, to konkretny fundament życia i gwarancja szczęścia.

Niezależnie od tego jak sami teraz przeżywacie wiarę, odpowiedzcie sobie szczerze i uczciwie, czy chcielibyście takie prawdziwej, zdrowej i mocnej wiary dla swojego dziecka? Czy chcecie, by ta wiara była fundamentem życia waszej córki czy syna? Czy chcecie, by dziecko miało oparcie w Bogu? Czy chcecie wiary dla swojego dziecka?

Ufam, że tak.

Jednak nie ma innego sposobu na przekazanie dziecku wiary jak przekazanie mu jej osobiście.

Mówiąc precyzyjnie to żaden człowiek nie posiadł sztuki przeszczepiania wiary w ludzkie serce, to zawsze będzie łaska Boga i ludzka wolność przyjęcia, ale niesamowicie ważny i pomocny jest autorytet stojący przy dziecku, który wskaże dziecku właściwe wartości.

Taki autorytet macie wy, rodzice. Nie ksiądz, nie katecheta, ale właśnie wy. Wy teraz jesteście alfą i omegą dla waszego dziecka. Z czasem to się będzie zmieniać i luzować, ale obecnie wy jesteście głównym punktem odniesienia dla waszego dziecka. Wy możecie jednym słowem przekreślić wszelkie wysiłki katechetyczne Kościoła wobec waszego dziecka. Wy też możecie niesamowicie wzmocnić i pomnożyć ten przekaz. Dziecko patrzy na was i uczy się wiary. Przez was dokonuje się najważniejszy przekaz wartości.

Katecheta może nauczyć wasze dziecko modlitwy, ale pokazać, że modlitwa jest naprawdę ważna możecie tylko wy. Nikt inny.

Czy wasze dziecko, które teraz balansuje na brzegu studni może liczyć na waszą pomoc?

Pomóżcie dziecku znaleźć prawdziwą więź z Bogiem. W imię waszej miłości do dziecka. Może przy okazji sami ją znajdziecie lub odnowicie?

Dlatego odważcie się na rzeczy niezwykle pomocne a bardzo ważne, i w sumie proste. Rozmawiajcie z dzieckiem na religijne tematy, tak jak potraficie. Pomódlcie się z dzieckiem. Jeśli dziecko zobaczy wasze zgięte kolana to łatwiej zegnie swoje. Otwórzcie razem z dzieckiem Pismo Święte i razem szukajcie Boga w Słowie Bożym. I pilnujcie rodzinnego uczestnictwa we Mszy Świętej.

Mamo, zrób to. Ojcze, zrób to. Apeluję do obojga, bo dziecko potrzebuje ojca i matki.

Ważne jest dziecko, ale chciałbym teraz byśmy swoją uwagę skierowali ku sobie.

My też, każdy z nas, chodzi po brzegu cembrowiny. Powiem więcej, każdy z nas wpadł do środka. I nie ma szans – sam się nie wydostaniesz. Różnie możesz nazwać tę studnię, różne to mogą być rzeczy i sprawy. Fakt pozostaje faktem – każdy ma swoją studnię bez dna.

I każdy ma kogoś, kto skacze za tobą do twojej studni. Nazywa się Jezus Chrystus. Nazywamy Go zbawicielem i nie jest to tytuł honoris causa, On JEST zbawicielem, naszym zbawicielem.

Wiarę można traktować powierzchownie, rytualnie. Jednak wtedy nie przeżyjemy jej mocy, tak naprawdę okaże się pusta i bezwartościowa.

Wiara przeżywana głęboko i autentycznie to siła i moc, jaka przychodzi do nas w Jezusie, to ratunek i wybawienie, wsparcie i pomoc.

Jezus skoczył za tobą  do twojej studni.

Wiesz dlaczego?

Z miłości do ciebie, bo cię kocha.

Jesteś jego umiłowanym dzieckiem, za które warto oddać życie.

 

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *