Jak sobie poradzić z rodzinną uroczystością?

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

Dostałem taki mail:

Szanowny Księże Zbigniewie,

Trafiłam na stronę pierwszakomunia.info, bo nasz syn w tym roku zdecydował się na przygotowania do sakramentu eucharystii.
Mamy dzieci w edukacji domowej, więc katecheza jest od kilku lat częścią naszego życia rodzinnego i przygotowanie dziecka do sakramentu Eucharystii to przyjemność. Problem w czym innym.
Boję się oprawy samej ceremonii, nie mam pojęcia jak się zabrać do przygotowania rodzinnego spotkania. W rodzinie najbliższej nie mamy ani jednego sakramentalnego małżeństwa, które byłoby w stanie usiąść razem przy stole. Innych animozji też nie brakuje. Na dodatek pochodzę z rodziny, gdzie nie było takich spotkań, nie mam pojęcia, jak to się robi. Nie uniosę organizacji tak ważnej uroczystości w tradycyjnym wydaniu. Mąż mnie wspiera i wie o moich rozterkach, ale na razie nie mamy pomysłu, co robić.
Oglądam u znajomych zdjęcia elegancko ubranych uśmiechniętych babć, dziadków i kuzynów i robi mi się bardzo smutno. Jednocześnie czuję, że musi być jakaś formuła świętowania, żeby uczcić ten moment i nie czuć się podle.
Proszę o radę albo wskazanie, gdzie mogę coś mądrego o tym poczytać.
I szczerze mówiąc nie wiem co poradzić. Dlatego proszę czytelników o pomoc.
Piszcie w komentarzach
Uważasz to za ciekawe i wartościowe

3 thoughts to “Jak sobie poradzić z rodzinną uroczystością?”

  1. Pamiętam taką sytuację, kiedy na obiad po chrzcie córki zaprosiliśmy naszych rodziców, rodzeństwo i księdza proboszcza. Ksiądz bywał u nas czasem na posiłkach i zawsze się nam rozmawiało w dobrej atmosferze. Już na początku spotkania dziewczę młode wypaliło- No z całym szacunkiem dla księdza (jak się tak zaczyna przemowa, to wiadomo, co będzie dalej) na mszy nie podobało mi się to, to i tamto. Proboszcz już miał coś odpowiedzieć, gdy do akcji wkroczyła obecna matrona z apologią. Rozpętała się dyskusja, bardziej ujawniająca ukryte zarzuty obu dam wobec siebie niż troskę o dobro naszej parafii. Biedny ksiądz nawet schabowego nie dojadł, podziękował za zaproszenie i wyszedł. Długo jeszcze patrzył podejrzliwie, kiedy przychodziliśmy do zakrystii, ale w końcu obrócił całe zdarzenie w żart. Na chrzest kolejnego dziecka elokwentne niewiasty już nie przyjęły zaproszenia. Delikatna to materia. Czy traktować spotkanie z okazji PK jak np. imieniny?
    Zapraszać tylko wybranych dalszych krewnych i znajomych? Pozostałym może być przykro.
    Zapraszać niewierzących? Na pewno tak, bo wielu z nich potrafi uszanować doniosłość chwili. Choć są i tacy, szukający dowolnego pretekstu, aby kościołowi dołożyć.
    Zapraszać czynnych alkoholików? Żyjących w separacji zapraszać razem czy osobno? A konkubinaty?
    Kolejna sprawa to udział we mszy, która ma nietypowy charakter. Dzieci i rodzice mają wyznaczone miejsca i realizują pewien scenariusz, są fotografowie i (niestety zazwyczaj) filmowcy, pozostali wierni kotłują się jak popadnie na obrzeżach kościoła i przed nim. Może lepiej odłożyć celebrację np. na czas białego tygodnia?

    No i pamiętajmy, że jest świecka tradycja. Mocna, zakorzeniona, dotykająca wrażliwych strun. Rewia mody, konkurs talentów, targowisko próżności. Kto z nas jest tak mocno zakorzeniony w Bogu, żeby przejść obok tego obojętnie? Pewnie wielu jest. A kto ma w tym wsparcie krewnych? Ano właśnie…
    I wiecie, co najbardziej boli, że dziecko na tym straci najwięcej. Zblazowana ciotka już się bardziej nie zgorszy, zadufany w sobie wujaszek dalej będzie omijał kościoły a dziecko, które prawdopodobnie jeszcze ma kruchą i czystą wiarę może zderzyć się z przekazem „przecież wszyscy tak robią” „bo liczy się kasa”. Syn koleżanki przestał chodzić na msze po trzech latach od pierwszej komunii, uważa, że to bez sensu, buntuje się.
    Czy pamiętacie moment swojej pierwszej komunii czy to, co było później?

  2. Zbigniew – takie podejście zdaje mi się mimo wszystko niedobre (choć rozumiem dobre intencje)…
    Duchowe przygotowanie jako podstawa – super… I ja osobiście myślę, że ważnym elementem jest przygotowanie dziecka na trudności, powiedzenie ‚słuchaj, najważniejsze jest Twoje spotkanie z Panem Jezusem w tym dniu. Ale oprócz tego jest to wydarzenie, do którego chcemy zaprosić członków naszej rodziny – tyle tylko, że takie spotkanie rodzinne może być dla nas trudne, i nie wiemy, jak wyjdzie, może być tak, że jakieś elementy wyjdą źle – choć prawdopodobnie wszystkie osoby z naszej rodziny życzą Ci dobrze i chcą dla Ciebie dobrze, to samo spotkanie rodzinne wywołuje czasem różne trudne emocje, z którymi ludzie nie zawsze potrafią sobie poradzić. Więc nawet jeśli w trakcie tego spotkania rodzinnego (które postaramy się z naszej strony przygotować jak najlepiej) coś ewentualnie pójdzie nie tak – to i tak nie to jest najważniejsze w tym dniu)….
    To mi się wydaje ważne – przygotowanie dziecka (i siebie samych!) na taki ewentualnie trudny wariant…
    A teraz co zrobić, żeby to było tylko takie ‚ewentualne’, żeby jakoś dla rodziny to spotkanie było MIMO WSZYSTKO czymś dobrym…?
    1) Na czas spotkania rodzinnego – w miarę możliwości – unikanie rzeczy, tematów, o których z doświadczenia wiemy, że mogą kogoś drażnić… Jeśli np. my sami i dziecko nie mielibyśmy nic przeciwko np. dłuższej modlitwie przed posiłkiem, ale mam w rodzinie osoby o których wiem, że zareagują na to zdaniem podobnym do ‚no już w kościele była modlitwa, ile tego można, jeść się odechciewa’ – to wtedy może warto zastąpić to np. tylko znakiem krzyża…?
    2) Roztropność w wyborze ilości osób z rodziny… Mimo, że jest to wielka uroczystość, to urządzanie z tego powodu wielkiego zlotu całej rodziny i dalekich krewnych może być niezbyt dobrym pomysłem, może lepsze byłoby grono rodzinne nieco mniejsze, ale za to takie, które może jakoś łatwiej się ze sobą dogada (czy chociaż będzie się nawzajem tolerować)
    3) Inne… jak znajdę czas, może coś jeszcze dopiszę, ale na dziś to tyle 🙂

  3. Trzeba przede wszystkim położyć nacisk na dobre przygotowanie duchowe dziecka do jego pierwszego pełnego uczestnictwa w tajemnicy Eucharystii i przyjęcia Pana Jezusa do swego serca. A jeśli chodzi o przyjęcie domowe – to jeśli najbliższa rodzina nie zasługuje i nie stać ich na to, by wspólnie z dzieckiem i z Państwem jako rodzicami zasiąść do stołu, może warto zaprosić kilku przyjaciół i osoby bliskie z sąsiedztwa, które zapewne stworzą miłą atmosferę przy stole podczas agapy po liturgii w kościele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *