Laura Vicuna – kazanie kerygmatyczne

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

Gdy spotykasz się z rodzicami nie mądrzyj się i nie moralizuj. Nawet nie katechizuj, bo już trochę za późno. Głoś kerygmat, próbuj obudzić wiarę. Rób to z sercem i wiarą, i w Duchu Świętym. Nie martw się jeśli w jakimś kazaniu nie wyczerpiesz wszystkich punktów kerygmatu. Siej słowo.

To Słowo może być takie:

„Nikt nie ma większej miłości od tej,
gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,13)

(dobrze jest mieć duże zdjęcie bł. Laury a dzieci usadzić między rodzicami)

Chciałbym opowiedzieć wam o pewnej dziewczynce. Od razu chcę zapewnić, że nie jest to żadna pobożna powiastka, ale sama prawda i to dobrze udokumentowana.

Dziewczynka, dziecko, o której chcę opowiedzieć to Laura Vicuna. Urodziła się dość dawno, bo przed ponad stu laty, i daleko, bo Ameryce Południowej, w Chile. Wcześnie zmarł jej ojciec. Mama Laury i drugiej córki Julii musiała radzić sobie sama.

Po jakimś czasie rodzina wyemigrowała do Argentyny i tam mama Laury zaplątała się w nieszczęśliwy związek z mężczyzną, który nie był dobry ani dla niej, ani dla jej córki. Zapewne przypuszczała, że będzie inaczej, że znajdzie dla siebie wiernego męża i opiekuna dla dzieci. Tak już jednak często bywa, że nasze plany realizują się przewrotnie. Tkwiła jednocześnie i w grzechu, i w piekle, doświadczając upokorzeń i przemocy.

Laura modliła się o nawrócenie matki, ale nie widziała owoców swojej modlitwy. Laura doświadczyła też na sobie różnych prób przemocy.

Te wszystkie trudne doświadczenia nie złamały jednak jej wiary. Laura nie wpuściła w swoje serce zwątpienia i nienawiści – zachowała je w czystości. Zachowała wielką miłość do Boga i wielką miłość do swojej matki. Gdy przystępowała do Pierwszej Komunii Świętej zapisała w swoim pamiętniku: „Daj mi Boże życie naznaczone miłością, umartwieniem, ofiarą!” I dostała to, o co prosiła.

Któregoś dnia była na Mszy Świętej i usłyszała tę właśnie ewangelię, którą i dzisiaj słyszeliśmy: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,13)

Ta mała dziewczynka potraktowała to Słowo Boga jak najbardziej prawdziwie i konkretnie. Stwierdziła, że jej największą przyjaciółką jest jej mama i chce za nią oddać swoje życie. Laura złożyła w sekrecie ślub – powiedziała Bogu, żeby wziął jej życie a dał życie, to Boże życie, jej matce. To był jej tajemnica.

Co stało się potem?

Laura zachorowała. W chorobie opiekowała się nią jej mama. Jednak dziewczynka słabła coraz bardziej, umierała. Przyjęła wiatyk i wtedy powiedziała swojej matce: „Mamo, ofiarowałam swoje życie za ciebie.” I umarła. Miała wtedy zaledwie 13 lat.

Zachowało się chyba jedno, jedyne zdjęcie Laury, na którym stoi cała szkoła. Spójrzcie na tę dziewczynkę o indiańskich rysach. Potrafiła kochać i prosić.

I dostała to, o co prosiła, choć wielka to była cena, cena jej młodego życia. Matka zerwała swój grzeszny związek, który ją niszczył. Pojednała się z Bogiem. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,13)

Opowiedziałem tę historię, by zadać ci jedno pytanie…

Posłuchaj uważnie…

Czy chciałbyś mieć kogoś takiego, kto by cię tak kochał, że gotów byłby z miłości do ciebie oddać swoje życie?

Głupi jestem!

Głupi, bo zadaję pytania na które doskonale znam odpowiedź.

Nawet nie znając bliżej wielu z was, wiem z absolutną pewnością, że CHCESZ mieć kogoś takiego, kto by się tak kochał, że gotów byłby oddać za ciebie swoje życie.

Chciałbym teraz by dzieci jedną swoją rękę podały mamie a drugą tacie. I trzymajcie te ręce.

Chciałbym wierzyć i przypuszczam, że tak jest, że nie tylko CHCESZ, ale MASZ kogoś, kto cię tak kocha, że gotów jest oddać za ciebie swoje życie.

Trochę lat żyję na tym świecie, ale z każdym rokiem bardziej dochodzę do przekonania, że jedyną rzeczą na tym świecie, dla której warto żyć, to miłość.

A teraz jak chcecie to się pocałujcie…

A wiecie dlaczego tak jest? Dlaczego jest w tobie taka wielka, nieposkromiona, niezaspokojona do końca, wiecznie żywa i tętniąca potrzeba miłości? Czy wiesz dlaczego chcesz być kochany i kochać? Dlatego, że stworzony jesteś na obraz i podobieństwo Boże, na podobieństwo Boga, który jest Miłością.

W każdym to jest, nawet jak udaje coś innego.

Jak w tym starym już wierszu, aktualnym także w XXI wieku:

My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości

(Małgorzata Hillar)

To spróbujmy teraz wykonać jakiś „miękki gest”, może niech dzieci pogłaszczą mamę po policzku a tatę pociągną za ucho…, ale tak lekko. A rodzice niech przytulą dzieci. Będzie trochę zamieszania, ale co to szkodzi…

Bóg jest Miłością.

Drodzy rodzice, do was teraz szczególnie kieruję te słowa. Prosicie Kościół o Komunię dla swoich dzieci. Prosicie o Boga, który jest Miłością. I Kościół tej Komunii waszym dzieciom udzieli. Jednak to, czy wasze dzieci poznają Boga jako Miłość zależy tylko od was. I nie trzeba tu wielkich katechez. Wasze dzieci poznają Miłość Boga, gdy wy będziecie je kochać. Kochać gorąca, bezwarunkowo i mądrze.

Nie jestem naiwny, wiem, że czasami, i to raczej częściej niż rzadziej, gmatwa się wam  plącze w życiu. Plącze się także z wiarą. Bywa, że zeszło się na manowce, zaniedbało modlitwę, może od lat nie było się u spowiedzi, może Msza Święta dużo za rzadko. To wszystko prawda, ale powiem wam teraz ważną rzecz.

Popatrzcie tylko teraz, przez chwilę chociaż, na wasze dziecko…

I pomyśl, czy jest coś takiego, co mogłoby się stać, co to dziecko mogłoby zbroić, byś przestał je kochać?

Zdenerwujesz się, krzykniesz, czasem przyłożysz (lekko!), ale przecież nie przestaniesz kochać. Nie wyrzekniesz się, nie oddasz, nie stracisz.

Dlaczego? Bo kochasz!

I ty jesteś dzieckiem! Dzieckiem Boga.

Dzieckiem Boga, który jest Miłością.

Myślisz, że Bóg kocha cię mniej niż ty swoje dziecko?

Kocha cię więcej niż możesz to sobie wyobrazić.

Cokolwiek robisz, jakkolwiek wierzysz czy nie wierzysz, to On nigdy się ciebie nie wyrzeknie, nie przestanie kochać, nie odda cię nie straci.

Kocha cię na wieki.

Czasem pewnie płacze, ale nic nie odwoła tej miłości…

Chciałbym, by wszyscy się teraz poczuli kochani.

Dzieci przez rodziców a wszyscy przez Boga…

Amen.

 

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

6 thoughts to “Laura Vicuna – kazanie kerygmatyczne”

  1. Wspaniale! Jak zwykle zresztą u księdza:) Dlaczego ta Winnica jest tak daleko ode mnie?! Może Pan Bóg da i kiedyś będę miała okazje posłuchać osobiście księdza. Piękne, trafiające do głębi serca przekazy. Takiej ewangelizacji dzisiaj ludziom potrzeba. Pan Bóg cudownie działa – poprzez księdza osobę. Dziękuję księdzu i Chwała Panu!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *