Na obraz i podobieństwo ojca i matki

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

Konferencja dla rodziców dzieci pierwszokomunijnych.

Sama konferencja od 5’22” do 27’50”

Każda parafia przeżywa dwa razy w roku rekolekcje – adwentowe i wielkopostne. Doskonale to wiecie. Uczestniczycie w nich lub nie, ale na pewno wiecie, że są.

Być może nie wiecie, że każdy ksiądz ma obowiązek odprawienia co roku swoich rekolekcji. Jedzie do jakiegoś domu rekolekcyjnego czy zakonu, by przeżyć kilka dni skupienia.

Rekolekcje ma także papież i cała kuria rzymska. Zapraszany jest rekolekcjonista a papież i kardynałowie są słuchaczami rekolekcyjnych nauk.

Mówię o tym, byśmy dobrze zrozumieli o co powinno chodzić w rekolekcjach.

Czy w rekolekcjach chodzi o to, by się czegoś nauczyć? Czasem tak jest, przychodzi do nas jakaś wiedza, ale to nie jest główny cel. Pójdźmy myślą do Rzymu. Czego może rekolekcjonista nauczyć o Panu Bogu papieża i kardynałów?

Rekolekcje służą nie temu, by nauczać a temu, by zapalać. Oddziałują zatem nie tylko na intelekt – dostarczając jakiejś wiedzy, ale przede wszystkim na wolę – prowadzą do tego, by podjąć decyzję zmiany swego życia, by to życie odnowić, wprowadzić coś dobrego, czego nie robiliśmy a zostawić to co robiliśmy złego.

Posłużę się przykładem swojego brzucha. Mam nadwagę – wielki brzuch. Doskonale wiem, że go mam. Doskonale wiem, dlaczego go mam – złe nawyki żywieniowe i mało ruchu. Doskonale wiem, co robić – zmienić nawyki i zacząć się ruszać.

Jaka jest korzyść z tej wiedzy? Taka, że dalej mam nadwagę i brzuch. Nic się nie zmienia.

Jeśli ma się coś zmienić, to zmienić się musi nie tyle w głowie, bo tam jest wszystko poukładane, ale w sferze woli, która nakaże działania.

Różne mogą być wyzwalacze naszej woli. Dla mnie decydujący był czas wstąpienia na wagę (po Bożym Narodzeniu) i przekroczenia kolejnej granicy, i strach, że skończy się to wszystko źle dla mojego zdrowia.

Wola zaskoczyła i zmienia ona teraz moje nawyki żywieniowe. Nie tylko wiem, że słodycze są niezdrowe, ale przestałem po nie sięgać. Wykorzystałem wreszcie wiedzę, którą miałem od wielu lat i straciłem osiem kilogramów.

Nie jest to proste. Wiem dalej o tym, że trzeba się ruszać, ale dalej się nie ruszam. Wola w tym obszarze dalej jest za słaba.

Zejdźmy już z mojego brzucha, może przyjdzie czas, że pochwalę się dalszymi sukcesami.

Mówię to wszystko po to, by uświadomić wam pewną prawdę: Jesteście w różnym wieku. Niektórzy z was może jeszcze pamiętają katechezę w salkach, ale dla większości z was doświadczenie nauki religii to doświadczenie szkolnej katechezy.

Oznacza to, że wielu z was ma za sobą 800 godzin katechezy. Jedni może więcej, inni mniej. Cały czas jest to jednak masa godzin. Owszem, zapewne różnie to bywało – miałeś lepszych lub gorszych katechetów, sam przykładałeś się lepiej lub gorzej, masz takie a nie inne zdolności.

Religia dzieli losy wszystkich innych przedmiotów. Jednak jaka by ta nauka religii nie była, to masz jakąś tam wiedzę, poznałeś Ewangelię, znasz przykazania, znasz modlitwy.

I co?

I różnie!

Niektórym przekłada się to na życie, innym mniej, innym wcale.

Jaki jest zatem cel naszych spotkań? Celem nie jest twój rozum, ale twoje serce. Chcę, by to serce zapaliło się.

Nie chcę do ośmiuset godzin katechezy dokładać osiemset pierwszą katechezę. Chcę, by zapaliło się serce. A jeśli już płonie, bo mam przekonanie, że tak jest w wielu przypadkach, by płonęło mocniej, by Duch Święty dmuchnął mocno jak miech w kowalskie palenisko.

Tylko co może być rozpałką? Co jest takiego łatwopalnego w twoim życiu?

Wierzę w to glęboko, że jest to twoje dziecko. Twój syn, twoja córka.

W czasie naszych rozmów bardzo często zadawałem wprost pytanie: Mamo czy kochasz swoją córkę, syna? Tato, czy kochasz swoją córkę, syna?

Zawsze słyszałem „tak”.

Wierzę głęboko w twoją miłość. Ja wiem, że to może być trudna miłość, bo przecież jesteś człowiekiem. Możesz przeżywać zniechęcenia, rozczarowania, mogą ponosić nerwy, jednak nic nie przesłoni tej głębokiej, wewnętrznej miłości.

Ta miłość sprawia, że żyjesz dla swojego dziecka. Pragniesz dobra, pragniesz jego szczęścia.

Gdyby zachorowało i potrzebowalo tego od ciebie bez chwili wahania oddałbyś krew czy nerkę.

Pozwólcie teraz, że odczytam fragmenty Pisma Świętego. Fragmenty mówiące o stworzeniu człowieka:

26. A wreszcie rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!

27. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.

(Rdz 1,26-27)

7. wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.

(Rdz 2,7)

Chciałbym, byśmy zwrócili uwagę na dwie rzeczy. To są obrazy, metafory, ważne jest ich wewnętrzne znaczenie, nie dosłowność.

Pan Bóg lepi człowieka z prochu, czy też z gliny. I lepi go, stwarza, na swój obraz i podobieństwo.

Mamo i tato. To, co chcę ci teraz powiedzieć, to to, że ty także stwarzasz swoje dziecko. Spłodzenie i narodzenie to jedno, ale teraz dalej stwarzasz je. Jest ono w twoich rękach. I uwaga! Lepisz je, kształtujesz.

I powiem ci jak! Lepisz je na swój obraz i podobieństwo. Nie może być inaczej. Nie masz innego wzorca. Może masz jakieś ideały, marzenia, ale najważniejsze jest nie to co w obłokach, ale ta miara jaką masz pod ręką.

A pod ręką masz tylko samego siebie. Stwarzasz swoje dziecko na swój obraz i podobieństwo.

Pomyśl o sobie, ile sam przejąłeś od swoich rodziców? To były dobre rzeczy, złe rzeczy, ale one dalej są w tobie.

Żyjesz już swoim życiem, twoi rodzice już ci nie mówią jak masz żyć, może już umarli, ale cały czas masz ich w sobie.

Masz ich w sobie, bo stworzyli cię, ulepili, na swój obraz i podobieństwo swoje.

Teraz ty lepisz swoje dziecko. Na swój obraz i podobieństwo.

Oczywiście, ten obraz ma swoje granice. Człowiek zawsze pozostanie wolny i zdolny do tego, by przekraczać swoje granice.

Jednak to co przekazali ojciec i matka jest potężną siłą, która jest w każdym człowieku.

Myślę sobie teraz o talerzu. O tym, że to co na talerzu to trzeba zjeść. I myślę jakie to silne. Jak trudno coś zostawić!

A za tym wszystkim stoi ojciec i matka: „Jak sobie nałożyłeś to masz zjeść. Nie może się zmarnować. Koniec, kropka, wykonać.”

Twoje dziecko przygotowuje się do przyjęcia Pierwszej Komunii. To ważny krok w budowaniu ich wiary.

Twoje dziecko słyszy różne nauki na katechezie i niedzielnej Mszy Świętej, ale najważniejsza nauka płynie od was.

Dziecko powinno uczyć się o Bogu.

Dziecko powinno się modlić się do Boga.

Dziecko powinno poznawać Pismo Święte.

Dziecko powinno uczestniczyć we Mszy Świętej.

Skoro kiedyś prosiliście o chrzest, kilka już lat temu posłaliście dziecko na katechezę, teraz prosicie o Komunię, to chyba to uznajecie. Uznajecie, że w tym jest dobro waszego dziecko, jego szczęście. Uznajecie, że styl życia jaki płynie z Ewangelii to droga jaką powinno kroczyć wasze dziecko.

Nie ma innej drogi, by przekazać to dziecku, jak pokazać to wszystko dziecku w sobie.

Dziecko przygotowuje się do Komuni poznając Boga, Pismo Święte, modląc się i praktykując swoją wiarę.

Mając w pamięci to wszystko, co do tej pory powiedziałem, nie mogę teraz powiedzieć: Rodzice, dopilnujcie, by dziecko się uczyło, poznawało Biblię. Dopilnujcie, by się modliło, i by chodziło do kościoła.

Mając w pamięci to wszystko, co do tej pory powiedziałem, muszę powiedzieć inaczej: Rodzice, do was mówię, poznawajcie Biblię i Boga, módlcie się i praktykujcie swoją wiarę.

I nic więcej nie musicie. Wasze dzieci doskonale odczytają lekcję jaką będzie wasze życie.

Powiem więcej: Wasze dzieci doskonale rozszyfrują lekcję jaką będzie wasze życie. Dzieci doskonale poznają co jest prawdziwe, a co udawane.

Zatem nie dzieci a rodziców wzywam dzisiaj do nawrócenia. Jak ma zapłonąć dziecięce serce? Zapalając się od serca ojca i matki.

W imię miłości do waszego dziecka wzywam was do tego, byście prawdziwie i autentycznie szukali Boga, prawdziwie Go poznawali, oddawali mu cześć.

Po Wielkanocy poproszę każdą rodzinę, by spotkała się ze mną raz jeszcze.

Zadam wtedy dziecku pytania:

Czy rozmawialiście w domu o Bogu?

Czy modliliście się razem?

Czy czytaliście wspólnie Biblię?

Czy chodziliście razem do kościoła?

Nie będę drążył, prowadził śledztwa, ale będę wierzył w to co usłyszę.

Zadam potem rodzicom pytania:

Czy waszym zdaniem dziecko jest przygotowane do Pierwszej Komunii?

Czy dopuszczacie swoje dziecko do Komunii??

Czy dobrze to słyszycie?

Wy przygotowujecie swoje dzieci do Komunii i wy dopuszczacie do Komunii.

Głęboko wierzę, że w Bogu jest prawda i szczęście.

Głęboko wierzę, że wszyscy w to wierzycie, a jak nie wierzycie to czujecie, że ten świat nie zamyka się w tym co tu na ziemi.

Głęboko wierzę, że pragniecie szczęścia waszych dzieci.

Dajcie im to szczęście. Dajcie im Boga.

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *