Pierwsza Komunia Święta dzieci – można i trzeba inaczej

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

Chcę przekonać, niezależnie czy jesteś księdzem, katechetą czy rodzicem dziecka, że przygotowanie do przyjęcia Pierwszej Komunii można i trzeba prowadzić inaczej niż to zazwyczaj bywa. I nie jest to szukanie na siłę nowości, ale skutecznych środków.

Spróbuję zwięźle i konkretnie.

Zacznę od pewnej fundamentalnej historii, która mi otworzyła oczy. Mam nadzieję, że otworzy i twoje.

Zapytałem pewną samotną mamę, która przez trzy lata prowadziła syna do parafii na katechezę a potem katecheza weszła do szkoły.

– Jaki jest największy „plus” katechezy w szkole?

– Największy plus jest taki, że nie muszę się martwić tym, żeby Robert był na katechezie – odpowiedziała po chwili.

Jednak po kolejnych trzech chwilach zaprzeczyła temu co powiedziała:

– Nie, co ja mówię! To, że nie muszę się martwić tym, by syn był na katechezie, to największy minus katechezy.

Otóż to właśnie – rodzice „przestali się martwić”. To nie tylko kwestia katechezy w szkole. To szerszy i głębszy proces, który zaczął się wraz z upowszechnieniem szkolnictwa. Skoro dzieci zebrano w klasy i zaczęto ich uczyć tego i owego, to musiano tym samym wpaść na pomysł, by uczyć ich także religii. I tak oddano edukację religijną dzieci „fachowcom”. Ma to swoje niewątpliwe plusy, ale też minusy. Tym minusem jest zdjęcie odpowiedzialności. Oczywiście nikt nikomu nie powiedział: „Nie musicie już być odpowiedzialni”. Taki był jednak faktyczny owoc. Jeszcze musiano się zatroszczyć, by „dostarczyć” dziecko – wysłać, zaprowadzić, dopilnować. Dzisiaj odpadła nawet taka troska – prosta deklaracja na początku szkoły i… wszystko. Niech się martwią nauczyciele, księża, katecheci.

W przygotowaniu do Pierwszej Komunii Świętej, mimo, że odbywa się ono w parafii, powielono tę mentalność. Kto przygotowuje do Komunii? Proboszcz, wikary, siostra zakonna, katechetka. A rodzice? Kibicują, czasem pyskują, czasem wspierają dziecko, ale faktycznie są odsunięci.

Kto zgrzeszył? Księża, a grzech ten to nadgorliwość.

Posłuchajmy przez chwilę bpa Polaka:

Obserwujemy niebezpieczne przerzucanie odpowiedzialności za wychowanie w wierze z rodziców i krewnych na księży, zakonnice i katechetów. To przynosi fatalne skutki, bo trudno zastąpić, zwłaszcza na masową skalę, unikalny charakter chrześcijańskiego dojrzewania w rodzinnym domu, zwłaszcza kilkupokoleniowym. Sami duchowni przyczynili się nieco do zaistnienia tego problemu, bo przez długie lata skupiali się w duszpasterstwie na dzieciach i młodzieży, pomijając dorosłych i rodziny. W Gnieźnie jedną z największych parafii kierował ksiądz, który już dawno ostrzegał: „Nam się coś pomieszało. Pan Jezus nie uczył dzieci. On dzieci błogosławił, a nauczał dorosłych”. Idąc tym tropem, tak ustawił całe duszpasterstwo, że przed pierwszą komunią koncentrował się na przygotowaniu nie dzieci, ale ich rodziców. Kiedyś arcybiskup Muszyński na spotkanie dziekanów zaprosił ojca i matkę z parafii wspomnianego księdza. Do dziś pamiętam świadectwo tamtego mężczyzny: „Proszę księży, nie oszukujmy się. Na początku pomyślałem: czego ksiądz w ogóle ode mnie chce. Ma wziąć moje dziecko i przygotować, a mnie zostawić w świętym spokoju. To jego zadanie. Ale nie miałem wyjścia i dziś chcę podziękować nawet nie za wiedzę, ale za to, że musiałem pół godziny w tygodniu spędzić z moim dzieckiem. Dopiero teraz zrozumiałem, że jestem odpowiedzialny za jego pełne wychowanie, również religijne”.

[źródło: https://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,1422,czesc-pokuty-spowiednik-moze-wziac-na-siebie-zeby-ulzyc-blizniemu.html

Uparcie i bezrozumnie uwzięliśmy się na te dzieci.

Nie dość, że mamy je na dwóch godzinach katechezy w szkole to jeszcze w pewnych okresach wołamy je do parafii na „specjalne” spotkania. Przy okazji sami się przekonujemy i zapewniamy innych, że „to” w kościele będzie inne od „tego” w szkole. Chyba jednak specjalnie „to” od „tego” się nie różni. Oprócz tego, że grupa większa a często jest bardzo zimno.

Słusznie zatem odkrywają nieliczni, że to nie dziećmi powinni się zająć, ale rodzicami. Skoro zająć się mamy rodzicami, to musimy ich zaprosić do kościoła i katechizować. Zapraszamy zatem i katechizujemy – lepiej, gorzej, dłużej, krócej. Mamy nadzieję, że to jakoś się przełoży na przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii. Tylko, że jakoś się nie przekłada.

Nie neguję potrzeby katechizacji dorosłych. Trzeba to robić, ale przemyśleć formę i robić to naprawdę dobrze. Lepiej jak nie ma spotkań, niż są formalnie, ale niczego nie wnoszą, bo są płytkie, nudne i niestrawne.

To co potrzeba dać rodzicom to faktyczną odpowiedzialność. Niezależnie, czy będą się cieszyć, czy „fikać”, chcieć czy nie, to oni przygotowują dziecko do Komunii.

Zauważmy jednak dobrze. To, że rodzice przygotowują dziecko do Komunii to nie jest akt decyzji, ale opis zastanej sytuacji. W każdej parafii, w każdej rodzinie, niezależnie od programów szkolnych i planów parafialnych, to rodzice przygotowują dziecko do Komunii, przekazują dziecku swój kod związany z tą uroczystością. Ten przekaz będzie mądry albo głupi, niski albo wysoki, ale nikt inny nie przygotowuje dziecka do Komunii tylko rodzice. Zawsze i wszędzie.

Wystarczy to tylko zrozumieć, zaakceptować i wesprzeć rodziców.

Może się to odbyć tak:

Mój pomysł na przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii to przywrócenie pierwotnej odpowiedzialności za to ich rodziców.

To nie jest proste i trzeba na to znaleźć sposób. Próbą odpowiedzi jest ten program.

W programie tym zawarta jest istota i akcydensy.

Najważniejsza jest istota – jej zmieniać nie można.

Istota polega na tym, że na początku roku spotykam się indywidualnie z rodzicami i dzieckiem. Spotkanie trwa ok. 12 minut. Oświadczam w nim, że nie przygotuję dziecka do Pierwszej Komuni, że muszą to zrobić rodzice, jako ci, którzy mają u dziecka autorytet. Mogę natomiast pomagać.

Drugim punktem jest praca rodziców z dzieckiem. Mogą korzystać z pomocy, pomysłów, które im systematycznie dostarczam.

Ostatnim punktem jest kolejne spotkanie z rodziną (ok. 7 minut) , w czasie której pytam (bez wchodzenia w szczegóły), czy dziecko jest przygotowane.

Może to wyglądać tak:

Reszta to akcydensy.

Będą do nich należały spotkania i celebracje, ale ich układ jest w pewnej mierze dowolny (co nie znaczy, że nie przemyślany).

Uważasz to za ciekawe i wartościowe

8 thoughts to “Pierwsza Komunia Święta dzieci – można i trzeba inaczej”

  1. Dziewczynka z III kl. powiedziała na katechezie, że mama obiecała, iż jak przyjmie Komunię to będzie mogła się wypisać z religii w następnej klasie.
    Rozumiem, że ksiądz mówi do rodziców, iż to oni są odpowiedzialni za przygotowanie dziecka do I Komunii Św. Kładzie to na ich sumieniu (oni nie rozumieją tego określenia i wagi tych słów), ale czy w konsekwencji nie wyjdzie to tak, że rodzice to zlekceważą, a na takim spotkaniu – egzaminie, dziecko i rodzice stwierdzą, że wszystko jest ok?
    Co z takim „przygotowaniem”. Oni mogą stwierdzić, że nic nie muszą robić a i tak dziecko pójdzie do Komunii Św., a później będzie przyjęcie i prezenty.
    Jakiś czas temu rozmawiałem z „wojującym ateistą”, że jak dzieci z wieku jego syna pójdą do Komunii, to on urządzi synowi przyjęcie, aby rodzina przywiozła mu prezenty jak na Komunię.

    1. Może tak być, ale jeśli ksiądz zrobi wcześniej wszystko co może, to naprawdę nie będzie to jego problem, tylko problem rodziców.
      Zresztą, czy jest jakieś inne wyjście?

  2. I to od kilku lat próbuję pokazać, tłumaczyć… „walka” z siłą przyzwyczajenia i rutyną nie jest łatwa… Ale cieszę się, że nie tylko ja tak to widzę.

  3. Wydaje mi się, że problem jest jeszcze bardziej złożony. Wielu rodziców zakończyło swoją własną katechezę na poziomie klasy pierwszokomunijnej i nie bardzo mają co przekazać dzieciom . W ubiegłym roku miałam katechezę do rodziców i rodziców chrzestnych przed chrztem ( było siedem chrztów- spore grono uczestników). W trakcie wyszło, że wspólnymi siłami uczestnicy nie są w stanie wymienić wszystkich sakramentów. Pierwsze ich pytanie brzmiało: Skąd wziął się grzech pierworodny. To pokazuje , że katecheza dorosłych leży.
    Moja teściowa będąc z siostrzenicą na spotkaniu przed komunijnym w kościele była świadkiem takiej oto sytuacji. Siostra prowadząca przygotowania zgromadziła dzieci w pierwszych ławkach. Rodzice usiedli z tyłu. Niektórzy zajęli się aktywnie swoimi smartfonami. W pewnym momencie siostra poprosiła rodziców, aby wyłączyli telefony komórkowe. Większość to zrobiła. Obok teściowej siedział tatuś. Nie reagował. Siostra powtórzyła wezwanie. Dalej nie było odzewu. W tej chwili podeszła do tatusia córka i powiedziała: Tato skończ grać w tą grę, nie słyszysz co siostra mówi. Ja się za ciebie wstydzę.
    Kto kogo ma tu czegoś nauczyć.

    1. Obecni czterdziestolatkowie od swojej szóstej klasy mieli katechezę szkole. Młodsi rodzice mają za sobą kilkanaście lat szkolnej katechezy.

  4. zgadzam sie kompletnie z tym co zostalo napisane piwyzej.Jestem mama dziecka ktore od wrzesnia rozpocznie przygotowanie.Uczeszcza do katolickiej szkoly w Anglii I obecnie kinczy tu 3klase.Bylam zszokowana kiedy calkiem niedawno odkrylam ze moje dziecko w katolickiej szkole nie umie poprawnie zrobic znak krzyza I z zakresu katechezy nie wie nic.Zrozumialam ze to moja wina,ze probowalam obciazyc wszystkich innych wychowaniem religijnym mojego dziecka..dlaczego?…bo sama balam sie I wciaz sie obawiam ze nie potrafie zrobic tego tak aby Bog zamieszkal w jego sercu a nie tylko w jego glowie.Teraz kiedy juz wiem ze ja jestemodpowiedzialna wciaz nie wiem jak sie do tego zabrac bo moja wiara przez 37lat oparta byla tylko na czyms wyuczonym I na mojej religijnosci.chce aby moje dziecko poznalo prawdziwe oblicze Boga tego ktory kocha go wiecej niz ja I chce mu blogaslawic bardziej niz on tego sam pragnie.

    1. Dzięki.
      Można to wykorzystać do ewentualnego dialogu z rodzicami:
      – Czy Państwo chcą, by Jezus zamieszkał w sercu czy głowie waszego dziecka?
      – W sercu!
      – To musicie wy to zrobić, bo wy macie tam najlepszy dostęp. My możemy zająć się głową.

  5. W Archidiecezji Poznańskiej od wielu lat istnieje Szkoła Katechistów, czyli osób świeckich katechizujących dorosłych w swoich parafiach, głównie rodziców dzieci przygotowywanych do Pierwszej Komunii i Chrztu św. Program intensywnej formacji duchowej rodziców dzieci pierwszokomunijnych działa szczególnie prężnie w Parafii Maryi Królowej (w Poznaniu na Rynku Wildeckim), gdzie proboszczem jest ks. Marcin Węcławski. Jest on także inicjatorem tzw. Wczesnej Komunii w tej parafii i współautorem książki na ten temat (Próchniewicz J., Kurosz J., Misiek B., Węcławski M., Wosicka D.: Wczesna Komunia Święta. Poznań: Wydawnictwo Piotra i Pawła).

Odpowiedz na „AniaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *